Przejdź do głównej zawartości

"Pax" Sara Pennypacker


Przepiękna opowieść o przyjaźni człowieka i zwierzęcia. Przyjaźni wystawionej na wielką próbę. Ale jest to również, a może przede wszystkim, książka o wojnie, stracie, umieraniu, samotności i bólu. A wszystko to dostrzec można na cudownej okładce z zapatrzonym w dal lisem.

Po zapoznaniu się z pierwszymi rozdziałami, w moim odczuciu była na tyle smutna i momentami przygnębiająca, że bałam się ją dać do czytania córce. Jednak moja dziesięciolatka po raz kolejny zaskoczyła mnie dojrzałością. Z początku podchodziła dość sceptycznie do pozycji, w której nie będzie magii, czarodziejów, duchów, smoków i innych fantastycznych elementów. Jednak już od pierwszej strony książka ją pochłonęła. A łzy w jej oczach, które zaistniały w połączeniu z uśmiechem po przeczytaniu ostatniej strony, były najlepszą recenzją, jaką mógłby sobie wymarzyć każdy autor.

Dwunastoletni, na wpół osierocony chłopiec musi rozstać się ze swoim lisem, który przetrwał jako jedyny z miotu i dorastał wśród ludzi, w dwuosobowej rodzinie. Powodem ich rozstania jest nadchodząca wojna i wyjazd ojca na front. Chłopiec zostawia liska na leśnej drodze, a sam zostaje odwieziony do swojego dziadka, który jest mu prawie obcym człowiekiem. W ten sposób zostaje na świecie praktycznie sam, a dodatkowo martwi się o zwierzęcego przyjaciela. Wyrzuty sumienia i tęsknota każą mu wrócić. Ucieka więc z dziadkowego domu i wyrusza w daleką, niebezpieczną, pieszą podróż, do miejsca oddalonego o trzysta kilometrów, gdzie ma nadzieje znaleźć wciąż żywego przyjaciela i na nowo się nim zaopiekować.

Książka jest pisana z dwóch perspektyw - chłopca i lisa. Dzięki temu możemy sobie wyobrazić co myśli i czuje zwierzę, jak bardzo jest oddane człowiekowi, tęskni, jak się boi i w jaki sposób przystosowuje się do nowych warunków życia. Słyszymy myśli zwierząt, które wiedzą o ludziach i wojnie o wiele więcej, niż byśmy się spodziewali. W rozmowie z Paxem, stary lis alfa tłumaczy młodziakowi zawiłości ludzkiej natury:

"Człowiek odmawia pomocy głodnemu sąsiadowi, udaje, że nie ma jedzenia, chociaż jego spiżarnia jest pełna. Okazuje obojętność partnerce, którą sam wybrał. Miłym głosem zwabia owcę, by ją oddzielić od stada, a potem ją szlachtuje."

A o wojnie stary, mądry lis mówi tak:

"Jest taka choroba, która czasami dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi.(...) Tam, gdzie żyłem z ludźmi, kiedyś przyszła wojna. Wszystko zostało zniszczone. Wszędzie był ogień. Śmierć dosięgała nie tylko zarażonych wojną dorosłych samców, ale też dzieci, matki, stare osobniki ich własnego gatunku. Wszystkie zwierzęta. Ludzie zarażeni tą chorobą niszczą wszystko na swojej drodze."

Z kolei w rozdziałach opisujących chłopca, poprzez jego przebłyski wspomnień poznajemy historię dramatu, związanego ze śmiercią mamy. Autorka niemal niepostrzeżenie przemyca przesłanie, że gniew, a nawet złość czy agresja po stracie najbliższej osoby, są normalnymi reakcjami. Bo człowiek musi wyrzucić z siebie cały ten żal i smutek, żeby móc dalej normalnie żyć. Autorka nie oszukuje młodych czytelników, nie zbywa ich suchą informacją o śmierci, ale pokazuje, że może ona się zdarzyć każdemu i w każdej chwili oraz jak wygląda potem życie tych, którzy pozostali. W tym miejscu daję duży plus za poważne traktowanie czytelników. Bo dzieci nie lubią być okłamywane, nawet dla ich dobra. One lubią znać prawdę i ta prawda im się należy. U nas książka wywołała rozmowę o śmierci, która, mam wrażenie, była bardzo potrzebna i oczyszczająca, zarówno dla mamy jak i córki.

Polecam "Paxa" starszym dzieciom oraz dorosłym, bo książka ta wymaga już pewnej dojrzałości emocjonalnej. Nie chcę zdradzać zakończenia, ale mimo całego smutku, można w tej historii doszukać się pozytywnego wydźwięku, o czym świadczy wspomniany wcześniej uśmiech przez łzy ;)

Komentarze

  1. Muszę koniecznie przeczytać tą pozycję :D też mam ochotę poczytać coś, co mnie wzruszy, doprowadzi do łez. Recenzja bardzo zachęca do czytania i mam nadzieję, że trafię na więcej takich ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i uwielbiam ją :)
    Może się wydawać, że jest skierowana dla dzieci, ale młodzież też wiele z niej wyniesie.
    Drugi ''Mały Książe'' :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie lubię tego porównania do "Małego Księcia". Dla mnie to dwie całkiem różne książki. Jedyny wspólny mianownik to postać lisa i wątek związany z oswajaniem.
    Dziękuję za komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna historia, mogę podpisać się pod Twoimi słowami :) Zdecydowanie zgadzam się też, że książka dla "starszych dzieci" - ostatnio czytałam wrażenia matki, która czytała ją 5-letniej córce i podobno obu się to bardzo podobało, ale nigdy nie sięgnęłabym po tę lekturę dla dziecka w tym wieku.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Jestem legendą" - Richard Matheson

Klasyka, po którą w końcu udało mi się sięgnąć. Żałuję, że tak późno, bo była to wyborna uczta.

Byłam w lekkim szoku, gdy przeczytałam, że powieść ta powstała w roku 1954. Po raz pierwszy zetknęłam się z tym tytułem za sprawą ostatniej ekranizacji, dlatego kojarzyłam go raczej ze współczesnością. Swoją drogą, szkoda, że film tak bardzo odbiega od wizji autora (i nie mówię tu o kolorze skóry głównego bohatera, choć to również nie jest bez znaczenia).

Ta post apokaliptyczna wizja ludzkości wymierającej przez zarazek powodujący wampiryzm bardzo przypadła mi do gustu z dwóch powodów. Po pierwsze, dzięki rzadko spotykanemu, naukowemu podejściu autora do tego zagadnienia. Wcześniej nie spotkałam się z objaśnianiem elementów legend o wampirach wyłącznie za pomocą czynników biologicznych, chemicznych oraz psychologicznych, które jednocześnie całkowicie wypierałyby podłoże paranormalne. Drugim czynnikiem, wywołującym mój zachwyt był doskonały rys psychologiczny bohatera, pokazujący złożoność …

Wakacyjna lista książek zaczytanej 10-latki

Miałam zrobić tę listę pod koniec wakacji, ale niestety nie udało się. Lepiej późno, niż wcale :)


Dziesięciolatka zakochana w książkach to oczywiście moja córa. Jestem z niej bardzo dumna. W czasie dwóch miesięcy wakacji przeczytała ich 11. Może komuś z Was przypadnie go gustu któraś z nich. Polecam, zwłaszcza, że nadchodzą długie jesienne wieczory ;)



"Wojownicy"  Erin Hunter



Zacznę od największego dla mnie zaskoczenia, jakim jest seria "Wojownicy", napisana przez kilka autorek, przybierających wspólny pseudonim Erin Hunter. Dlaczego zaskoczyło mnie tak duże zainteresowanie tymi książkami mojej córki? Ponieważ pierwszą część kupiła już ponad rok temu i zawiedziona skończyła lekturę na drugim rozdziale. Jej zarzuty wobec powieści były podobne do moich, mianowicie, książka zawiera dużo bardzo zbliżonych do siebie nazw, które utrudniają wczytanie się i zrozumienie treści. Pozycja przeleżała na półce tak długo, że chciałam już ją komuś oddać, lecz wtedy moje dziecko po…

"Pewnego razu w Świnioryjach" Przemysław R. Cichoń

Tytułowe Świnioryje to mała wioska gdzieś na Mazurach, w której na pozór szare i leniwe życie wiodą dwaj przyjaciele - Waldek Paciaja i Mundek Waśka. Tych dwóch jegomościów łączy nie tylko wspólne miejsce na ziemi, ale też ogromne zamiłowanie do napojów procentowych.
Przyznam, że gdy sięgałam po tę książkę szykowałam się na kolejną opowieść w stylu telewizyjnego "Rancza", jednak autor w zupełnie inny sposób ugryzł temat zapyziałej polskiej wsi, towarzyszącego biedzie alkoholizmu oraz bezrobocia. Tutaj wątki te zdawały się tworzyć jedynie blade tło do niesamowitych przygód, jakie nagminnie przytrafiały się wiecznie nietrzeźwym kolegom. Bo to, co miało miejsce w Świnioryjach nie zdarza się zwykłym śmiertelnikom. To istne rubieże rzeczywistości. W jednym z rozdziałów odniosłam wręcz wrażenie, że autor lekko przesadził, ale szybko mu tę nadmierną fantazję wybaczyłam. Jednak już do końca życia będę sobie zadawać pytanie: czy to wszystko się wydarzyło, czy było jedynie zbiorowym,…