Przejdź do głównej zawartości

"Demon" Łukasz Henel


Nie czytałam wcześniejszych powieści pana Henela, więc podeszłam do tej pozycji bez żadnych skojarzeń, porównań, uprzedzeń, za to z dużym entuzjazmem.
Niestety książka trochę mnie rozczarowała. Mega pozytywne recenzje tak rozbudziły moje oczekiwania, że spodziewałam się czegoś naprawdę wyjątkowego, oryginalnego, czegoś, co mnie zaskoczy, a przede wszystkim postawi włosy na głowie. W tej ostatniej kwestii największą robotę można przypisać okładce - jest naprawdę straszna.
Odnosząc się do treści, nie mogę powiedzieć, że książka jest zła. Są dobre, przerażające momenty. Ale to raczej na początku. Później nastąpił u mnie chyba przesyt grozy i nadnaturalnych zjawisk, które niczym oryginalnym się nie cechowały, były powtarzalne i pod koniec zwyczajnie się nudziłam.
Wymienię swoje zastrzeżenia, które przeszkadzały mi w odbiorze tej historii:

- Wspomniany już nadmiar zjawisk paranormalnych - demon w postaci Niemca, zombie, wampir, straszy tu, straszy tam, co chwilę coś strasznego, ale jakby bez budowania napięcia. Nie zdążyłam się nakręcić, a tu już kolejna scena grozy.
- Mnóstwo powtórzeń, co uważam za błąd redakcji, bo każdy autor powtórzenia robi, ale to powinno być wyłapywane w procesie wydawniczym (tak mi się wydaje); kumulacja powtórzeń na stronie 321, gdzie słowo "pomieszczenie" wystąpiło 5 razy w jednym akapicie.
- Momentami zabrakło mi logiki. Już na samym początku, gdy ksiądz najpierw wygłasza kazanie, a potem dzieci komunijne wchodzą do kościoła; wnioskuję, że przez pół godziny stały na zewnątrz z niewiadomego powodu. Poza tym kazanie o Hiobie na takiej uroczystości wydaje mi się też niezbyt na miejscu (może dlatego dzieci stały na zewnątrz, żeby nie słyszeć tych okropności ;) ). Inna, zapalająca u mnie czerwone światło sytuacja to rozmowa z proboszczem, który ochoczo opowiada obcemu mężczyźnie o zjawiskach paranormalnych, jakie mają miejsce w okolicy, niczym przekupka na targu. Zwykle duchowni są raczej powściągliwi w wyrażaniu opinii na temat takich zjawisk. Jest to dla mnie mało wiarygodne, a jeśli to sam demon wpłynął na takie zachowanie księdza, powinno to być jakoś wyraźniej zaznaczone, wytłumaczone.
- Irytowały mnie też filozoficzne wtrącenia, trochę oderwane od narracji, jakby instruujące co, jak i dlaczego dzieje się na świecie, jakby pisane z pozycji narratora, nie bohatera.
- Brakowało mi tajemnicy, jakiegoś napięcia, zaskoczenia, przed półmetkiem już wiedziałam o co chodzi i jak prawdopodobnie opowieść się skończy 
--
 - I na koniec coś najistotniejszego - nie polubiłam głównego bohatera (nie mam tu na myśli demona
), mimo, że policjant przeżywał straszne momenty w życiu, nie potrafiłam mu współczuć, bać się o niego, itd. Był dla mnie prawie przezroczystą postacią. A stało się tak pewnie dlatego, że nie miałam możliwości poznać go jako męża, ojca, w zwykłych życiowych sytuacjach. Pojawił się nagle i niejako wtopił w akcję. Nawet nie bardzo wierzyłam w jego ból po stracie najbliższych. 

Podsumowałabym w ten sposób: Po przeczytaniu połowy książki, zmuszałam się, żeby ponownie ją otwierać. Cała fabuła pewnie byłaby całkiem zjadliwa, gdyby nie zniechęcający momentami styl oraz niewyłapane błędy. Nie jest to debiut tego autora, ale wyraźnie można odczuć nie wyrobione jeszcze pióro. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Jestem legendą" - Richard Matheson

Klasyka, po którą w końcu udało mi się sięgnąć. Żałuję, że tak późno, bo była to wyborna uczta.

Byłam w lekkim szoku, gdy przeczytałam, że powieść ta powstała w roku 1954. Po raz pierwszy zetknęłam się z tym tytułem za sprawą ostatniej ekranizacji, dlatego kojarzyłam go raczej ze współczesnością. Swoją drogą, szkoda, że film tak bardzo odbiega od wizji autora (i nie mówię tu o kolorze skóry głównego bohatera, choć to również nie jest bez znaczenia).

Ta post apokaliptyczna wizja ludzkości wymierającej przez zarazek powodujący wampiryzm bardzo przypadła mi do gustu z dwóch powodów. Po pierwsze, dzięki rzadko spotykanemu, naukowemu podejściu autora do tego zagadnienia. Wcześniej nie spotkałam się z objaśnianiem elementów legend o wampirach wyłącznie za pomocą czynników biologicznych, chemicznych oraz psychologicznych, które jednocześnie całkowicie wypierałyby podłoże paranormalne. Drugim czynnikiem, wywołującym mój zachwyt był doskonały rys psychologiczny bohatera, pokazujący złożoność …

Wakacyjna lista książek zaczytanej 10-latki

Miałam zrobić tę listę pod koniec wakacji, ale niestety nie udało się. Lepiej późno, niż wcale :)


Dziesięciolatka zakochana w książkach to oczywiście moja córa. Jestem z niej bardzo dumna. W czasie dwóch miesięcy wakacji przeczytała ich 11. Może komuś z Was przypadnie go gustu któraś z nich. Polecam, zwłaszcza, że nadchodzą długie jesienne wieczory ;)



"Wojownicy"  Erin Hunter



Zacznę od największego dla mnie zaskoczenia, jakim jest seria "Wojownicy", napisana przez kilka autorek, przybierających wspólny pseudonim Erin Hunter. Dlaczego zaskoczyło mnie tak duże zainteresowanie tymi książkami mojej córki? Ponieważ pierwszą część kupiła już ponad rok temu i zawiedziona skończyła lekturę na drugim rozdziale. Jej zarzuty wobec powieści były podobne do moich, mianowicie, książka zawiera dużo bardzo zbliżonych do siebie nazw, które utrudniają wczytanie się i zrozumienie treści. Pozycja przeleżała na półce tak długo, że chciałam już ją komuś oddać, lecz wtedy moje dziecko po…

"Pewnego razu w Świnioryjach" Przemysław R. Cichoń

Tytułowe Świnioryje to mała wioska gdzieś na Mazurach, w której na pozór szare i leniwe życie wiodą dwaj przyjaciele - Waldek Paciaja i Mundek Waśka. Tych dwóch jegomościów łączy nie tylko wspólne miejsce na ziemi, ale też ogromne zamiłowanie do napojów procentowych.
Przyznam, że gdy sięgałam po tę książkę szykowałam się na kolejną opowieść w stylu telewizyjnego "Rancza", jednak autor w zupełnie inny sposób ugryzł temat zapyziałej polskiej wsi, towarzyszącego biedzie alkoholizmu oraz bezrobocia. Tutaj wątki te zdawały się tworzyć jedynie blade tło do niesamowitych przygód, jakie nagminnie przytrafiały się wiecznie nietrzeźwym kolegom. Bo to, co miało miejsce w Świnioryjach nie zdarza się zwykłym śmiertelnikom. To istne rubieże rzeczywistości. W jednym z rozdziałów odniosłam wręcz wrażenie, że autor lekko przesadził, ale szybko mu tę nadmierną fantazję wybaczyłam. Jednak już do końca życia będę sobie zadawać pytanie: czy to wszystko się wydarzyło, czy było jedynie zbiorowym,…